14.05.2017

Rozdział pierwszy



Tom I — Anarchy in the UK




— Chcesz mi wyjaśnić, co się tam stało?
— Niespecjalnie.
— To nie była prośba, Black!
— Naprawdę? Przysiągłbym-…
Alastor Moody walnął gniewnie pięścią w stół, tym samym przewracając szklankę z wodą, o którą Syriusz poprosił jedynie po to, by grać na czasie.
— Nie pogrywaj ze mną, gnojku! Albo zaczniesz gadać, albo nie skończy się to dla ciebie dobrze — zagroził auror. 
Chociaż Syriusz bardzo chciał coś jeszcze dodać, bo nie lubił nie mieć ostatniego słowa, po głębszym namyśle uznał, że nie należy drażnić bestii i zrezygnował. Przeczesał dłonią brudne włosy i pokręcił głową, udając, że się zastanawia. Tak naprawdę przeprowadzał mały teatrzyk, w nadziei, że ktoś w końcu raczy go z tego gówna wyciągnąć. Do ciężkiej cholery, nie tak miała wyglądać partyzantka dla dobra ojczyzny! 
— Jeszcze raz. Powoli. Od początku. — Głos Alastora złagodniał i Syriusz, który może i był porywczy, ale naiwny na pewno nie, zorientował się, że auror postanowił odegrać role złego i dobrego gliny w pojedynkę.
— Awangarda, nie ma co — mruknął pod nosem. 
Moody udał, że tego nie słyszał. Podpalił różdżką koniec papierosa i zaciągnął się głęboko. 
— No — zachęcił, odchylając się na krześle. — Powolutku, spokojnie, jak to właściwie było, hm?
Syriusz zmarszczył nos, a przez jego przystojną twarz przemknął cień zwątpienia. Ten właśnie moment wybrał sobie jego mózg, by przypomnieć mu słowa ostatniej osoby, od której byłby skłonny przyjmować rady: „Nic im nie mów. Nie reaguj. Myślisz, że uratujesz sobie tyłek tłumaczeniami, gówno prawda. Przekręcą każde twoje słowo i wsadzą do Azkabanu szybciej, niż zdołasz powiedzieć <<Dumbledore>>.”
I chociaż na ogół Syriusz uważał Snape’a za życiowego nieudacznika, tym razem postanowił odsunąć uprzedzenia na bok i raz w życiu przyznać mu rację. Skoro już wylądował w tym bagnie przez niego… Jak się okazało, nie mógł na milczenie wybrać lepszego momentu. Fakt, że siedzący przed nim auror, którego Black do niedawna jeszcze uważał za sprzymierzeńca, pienił się coraz bardziej, ale przynajmniej wciąż siedzieli w tym samym pokoju i nikt nie wspominał o Wizengamocie. W tak stresującej sytuacji Syriusz kurczowo łapał się jakiejkolwiek stałej.
— Jasna cholera, Black! Próbuję ci pomóc! — Moody wyrzucił papierosa w kąt pokoju i wstał tak szybko, że jego krzesło upadło z hukiem na kamienną podłogę.
— Szczerze wątpię.
Syriusz wyprostował się jak struna, bo chociaż po latach trzymania w sekrecie najróżniejszych spraw nie miał specjalnych trudności z zamknięciem gęby kiedy wymagała tego chwila, teraz zaczynał się łamać. Żadna pogadanka od profesor McGonagall nie równała się z wkurzonym Alastorem. Poważnie, powinni pomyśleć o założeniu duetu edukacyjnego. Drużyna marzeń. Razem zasialiby prawdziwy postrach. Choć z drugiej strony myśl o romansie tej dwójki nie była specjalnie zachęcająca… Syriusz nawet nie zdawał sobie sprawy, że się uśmiecha, co w retrospekcji okazało się dużym błędem.
— Czy ja cię bawię?!
— Co? — Black zamrugał parę razy, nieco oderwany od rzeczywistości.
Jedyne nozdrze Alastora znajdujące się póki co w bezpośrednim kontakcie z resztą jego twarzy zafalowało groźnie. Dzięki wszystkim bogom ten właśnie moment wybrał sobie inny członek brygady aurorskiej, by wtargnąć do sali przesłuchań.
— Moody, chodź natychmiast! — Ciężki zgrzyt żelaznych drzwi niemal zagłuszył jego słowa.
— Co się tam dzieje? — Alastor, niezadowolony z odciągania go od obowiązków, nie odrywał wściekłego spojrzenia od Syriusza.
— Avery zaczął gadać.
Syriusz wyraźnie zbladł, co Alastor zarejestrował z wyraźną satysfakcją.
— I tu cię mam, Black! — Rąbnął znów pięścią w stół, przez co stojąca na krawędzi szklanka rozbiła się na podłodze. — Zawsze wiedziałem, że nie można wam ufać.
Były Huncwot nie wiedział dokładnie, kogo miał na myśli mówiąc „wam”, ale domyślał się, że chodzi o jego niezbyt pochlebny rodowód. Z drugiej strony… Kwestia chluby zależała chyba od miejsca siedzenia.
— Ale następnym razem nie wparadowuj tak bez zapowiedzi, Jackson — instruował młodszego kolegę Moody, zaklęciem zatrzaskując za sobą drzwi. — Trzymałem go w garści, nie możesz tak wybijać ludzi z rytmu…
Głosy aurorów zanikały coraz bardziej, więc Syriusz domyślił się, że skręcili w któryś z krętych korytarzy Biura Aurorów. Gdy wszystko ucichło, zaczął się rozglądać po pokoju. Nie znajdowało się w nim nic oprócz obdrapanego stołu, odłamków szkła i dwóch krzywych, niewygodnych krzeseł. Pytanie czy ich konstrukcja była szczegółowo przemyślana przez jakiegoś aurora-sadystę, czy też stanowiła kwestię przypadku, pozostawało bez odpowiedzi. 
Syriusz westchnął ciężko i położył nogi na stole, przysuwając oparcie krzesła maksymalnie do ściany. Uzyskawszy w ten sposób chociaż skrawek komfortu, zaczął się zastanawiać. Nie wiedział ile ma czasu, więc analizował swoje otoczenie tak szybko, jak się dało. Nie było jednak na czym zawiesić oka. Cztery ściany — brudne, oślizgłe i kamienne. Ciężkie żelazne drzwi zamknięte na cztery spusty. Zardzewiała studzienka kanalizacyjna i…

Zaraz, zaraz.

Krzesło zgrzytnęło o posadzkę, a Syriusz zabrał nogi ze stołu szybciej, niż gdyby kazała mu to zrobić Molly Weasley. Skąd tu kanalizacja? W pokoju nie było toalety. Ani rur. Nawet ani jednej kropelki wody, która skapywałaby na podłogę tworząc kiczowaty klimat. Skąd więc tu ta kratka? Black podszedł do niej szybko i bez wysiłku ją zdjął. Pod nią znajdowała się ciemna, obrośnięta grzybem rura. No trudno. Jak trzeba, to trzeba. Skrzywił się nieznacznie i odchrząknął, pochylając się tuż przy podłodze.
— Hej — syknął.
Miał szczerą nadzieję, że jego błyskotliwy pomysł się sprawdzi i osoba siedząca w pokoju obok go usłyszy. Pamiętał gdzie go wrzucili, gdy ich tu przywlekli. Wprawdzie był otumaniony mocnymi zaklęciami, ale na szczęście jego zmysły wciąż pozostawały ostrzejsze, niż u zwykłych ludzi. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że Śmierciojad w pokoju obok zregenerował się po aurorskim rajdzie równie szybko, bo szczerze mówiąc stanowił jego ostatnią nadzieję. Syriusz sam nie dowierzał, ale w tym momencie jego los zależał w całości od Severusa Snape’a.
— Hej! — powtórzył nieco głośniej.
— Słyszałem cię za pierwszym razem. — Z rury dobiegł go nieprzyjemny, znudzony głos.
Black odetchnął z ulgą.
— Słuchaj, bo nie mamy czasu!
Snape zaśmiał się pogardliwie pod nosem, a Syriusz nie musiał go nawet widzieć, by móc dokładnie zobrazować sobie wyraz jego twarzy.
— Snape! Za chwilę wszystko trafi szlag! 
— To znaczy?
— Gdzie jest Reggie?
Odpowiedziała mu cisza.
— Kurwa, Snape, dobrze wiesz co planuje, musisz im powiedzieć!
Kolejnych kilkanaście sekund ciszy zmusiło Gryfona do zastanowienia się, czy przypadkiem głos Snape’a nie był tylko halucynacją jego przemęczonego mózgu. Fantastycznie. Skazany za niewinność, wrzucony do lochu, fantazjujący o Smarku. Pięknie. Czyż ten dzień nie był wspaniały?
— Musisz im powiedzieć, że nie mam z wami nic wspólnego! — Spróbował raz jeszcze.
— Niby dlaczego? — Ton Severusa aż ociekał ironią. 
— Nie-…
— Spójrz prawdzie w oczy, Black… Zbyt długo kręciłeś i przemykałeś od jednego obozu do drugiego. A teraz przyłapali cię w samym środku tajnego zebrania… Ojej. — Zacmokał z dezaprobatą.
Gryfona przeszedł zimny dreszcz. Doskonale zdawał sobie sprawę, co Snape insynuuje i wiedział też, jak wielką Ślizgon czerpie z tego wszystkiego satysfakcję. Więc jednak. Wciągnął go w całą tę aferę, a teraz zostawi go na lodzie! Mógł się tego spodziewać.
— Dobrze wiesz, że to nie było żadne tajne zebranie! 
— Nie? — zdumiał się niewinnie. — Och… Jakże się pomyliłem… Szybko, wołaj aurorów! Trzeba zmienić moje zeznanie.
— Snape!
— Black.
Syriusz w napięciu szukał argumentów, 
— Black, spójrz prawdzie w oczy — jesteś idiotą.
Dopiero gdy żelazne drzwi otworzyły się z paskudnym zgrzytem, Syriusz poderwał się do pionu. Zmrużył wściekle oczy, chociaż tak naprawdę to na siebie był w tym momencie najbardziej zły. Dał się przechytrzyć Smarkerusowi! Na Godryka, myślałby kto, że po tych wszystkich latach w końcu się nauczy.
— Udana pogawędka? — zakpił starszy auror, przysuwając sobie z powrotem krzesło. 
Odłamki szkła chrupnęły pod motocyklowymi butami Syriusza. Nieufnie podszedł bliżej. Nie widział jego różdżki, ale był pewien, że jeden fałszywy ruch sprawi, że Moody wyciągnie ją niemalże znikąd. Różne myśli i możliwe wersje wydarzeń przelatywały mu przez głowę jak szalone. No trudno. Będzie musiał mu powiedzieć. Dla dobra ogółu…
— Siadaj, chłopcze. Mam do pogadania z całą trójką, nie traćmy czasu.
Black zatrzymał się w pół kroku do krzesła.
— Trójką?

O szlag.

Moody być może był porywczy, ale na pewno nie głupi. Zmarszczył krzaczaste brwi, obserwując Gryfona nieufnie.
— Taak… Z tobą, Averym i Sn-…
W tym momencie potężna eksplozja przetoczyła się przez podziemia Biura Aurorów, a razem z nimi, Syriusz był tego pewien, zatrząsł się cały Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów i pozostała część Ministerstwa Magii. Część sufitu runęła i byłaby Gryfona zmiażdżyła, gdyby Alastor nie wyczarował nad nim magicznej bariery. Syriusz padł na ziemię i jęknął głucho, gdy potłuczone szkło wbiło mu się w ręce. Kolejny wybuch rozległ się tuż nad nimi, a kłęby dymu zasłoniły widoczność. Dzwoniło mu w uszach i w ogóle nie słyszał tego, co krzyczy do niego auror. Dopiero gdy szarpnął go do pionu i wrzasnął mu prosto w twarz, Black zorientował się o co mu chodziło:
— CO TU SIĘ, DO STU PARSZYWYCH KUNDLI, ODPIERDALA?!
Wcześniejsze zdezorientowanie zastąpiła w Syriuszu wściekłość, spotęgowana irytującym pieczeniem przeciętej skóry dłoni.
— Mój brat! — krzyknął i wyszarpnął się aurorowi znienacka.
Jego własny głos brzmiał dla niego jak ze studni. Black ruszył do drzwi, próbując uniknąć kolejnych spadających odłamków kamieni.
— O czym ty chrzanisz?!
— Parlament!
— Co?!
— Mój genialny brat wymyślił, że wysadzi w powietrze mugolski parlament!
Moody przez chwilę wyglądał, jakby bardzo chciał rzucić na Syriusza któreś z Niewybaczalnych, przed czym powstrzymywała go tylko niezdrowa ciekawość poznania zakończenia tej idiotycznej historyjki. W porządku, Ministerstwo znajdowało się niemalże dokładnie pod mugolską siedzibą rządu, ale, na Merlina!, wszyscy wiedzieli, że ostatnim, który wszedł do parlamentu z podobnie szczerymi intencjami był Guy Fawkes! 
— O czym ty gadasz?!
— O tym próbowałem wam powiedzieć, ale nikt mnie nie słuchał! Nie jestem Śmierciożercą!
— Nie pierdol, miałeś piętnaście minut na wymyślenie lepszej bajeczki!
— Cholera, Moody! Nie gadaj, tylko teleportuj nas stąd! — Szarpnął za klamkę, choć bezskutecznie.
Na korytarzu panował chaos. Krzyki i echa pojedynczych wybuchów niosły się po całych podziemiach. Teleportacja w tej części Ministerstwa była, rzecz jasna, zablokowana, a Alastor nie widział powodu, by akurat w tym momencie rozwodzić się nad mechaniką tego faktu. Zamiast wyjaśnień otworzył drzwi zaklęciem i wypchnął Syriusza przed siebie. 
— Jeden fałszywy ruch… — syknął mu do ucha i dźgnął go różdżką w plecy. 
— Tak, tak — żachnął się Black. — Możemy stąd iść? Niekoniecznie widzę siebie w roli pogrzebanego żywcem faraona.
Po drodze rzucił spojrzenie pokojowi obok i nawet się specjalnie nie zdziwił, że w miejscu drzwi ziała wyrwa — szeroka akurat na tyle, by mógł się przez nią przecisnąć chudy Ślizgon o niezwykle rozwiniętym instynkcie samozachowawczym.


3 komentarze:

Nocebo pisze...

Ogarnięta twórczym szałem przeczytałam wczoraj, ale zapomniałam skomentować. xD Teraz w sumie trochę już nie pamiętam, co dokładnie chciałam napisać, ale generalnie cieszę się, że tym razem postawiłaś na panów i poszłaś znów w bardziej "wesołe" klimaty. :3 Jestem fanką twojego dowcipu i wiem, że to będzie dobre. Szkoda tylko, że nikt nie uprzedził Syriusza, że przez ten dowcip może mieć tymczasowo przesrane. Snape jest samozachowawczy, Regulus... hm, "wybuchowy", a Łapa... Tak, on może w tym wszystkim ucierpieć. Byle nie za bardzo!

CZEKAM NA LUCJUSZA!!


BO
LUCJUSZ
MUSI
BYĆ
!

Liska pisze...

Oł je, jestem. Brakowało mi tego komciowania.
Jak już mówiłam, kompletnie nie wiem o co chodzi. Jakoś to takie dziwne, skomplikowane, dużo akcji i jeszcze do tego Snape (jego wyobrażenie może mieć duży wpływ na moją zdolność koncentracji), więc się całkowicie pogubiłam.
No ale to twoje, więc mam tylko nadzieję, że nikt nie umrze. I że będzie mało kanonu, a dużo Severuśka, zamachów na parlament i latania na miotłach.

M. Szalona pisze...

Ja też jestem :)
Trochę się zagapiłam, ale jak zwykle trzymam kciuki i kibicuję.
Męcz Syriusza, ile chcesz!

Prześlij komentarz